Kotowice miejscowość przeszłością

kotowice

Kotowice znane młodszym rocznikom czerniczan głownie ze starorzecza Odry i licznych leśnych szlaków jednak nie podziwianie przyrody jest celem odwiedzin na Starej Odrze Wink. Często te urokliwe okolice nieopodal Czernicy wykorzystywane są na ogniska, spacery, imprezy, popijawki ...... Ale czy znamy historie tych miejsc ? Postaram się dzięki materiałom które odnalazłem i scaliłem przybliżyć historię tej intersującej okolicy . Poniżej zapraszam do lektury jest nader interesująca i nie tylko dla amatorów tzw. odkrywki Wink

Leżąca w Pradolinie Wrocławskiej osada wykształciła się na planie wielodrożnicy, czyli układu kilku lub kilkunastu dróg, przecinających się nawzajem, bądź wychodzących ze wsi w kilku kierunkach. 

Jak potwierdzają zabytki archeologiczne, osadnictwo na tym terenie sięga czasów rzymskich i wczesnego średniowiecza. W czasie badań archeologicznych natrafiono tu również na cmentarzysko kultury łużyckiej (1400 - 300 p.n.e.). 

Swoistą sensacją naukową, choć nie wszystkim zapewne znaną, było dość przypadkowe odkrycie wczesnośredniowiecznego skarbu z Kotowic koło Oławy. Skarb ten, datowany na lata 975 - 1075 n.e. składał się z licznych srebrnych monet i ozdób całych oraz połamanych, tzw. siekańców. Wśród monet badacze rozpoznali arabskie dirhemy samanidzkie i denary europejskie. Wspomnieć przy tym należy, że masowy przypływ dirhemów arabskich na ziemie polskie miał miejsce w końcu IX i w pierwszej połowie X wieku. Z kolei od drugiej połowy X wieku do przełomu wieków XI i XII, w obiegu dominowały denary zachodnioeuropejskie: nadreńskie, bawarskie i saskie oraz duńskie i włoskie. Monety europejskie, znalezione w Kotowicach, bite były w mennicach Pragi, Ratyzbony, Goslaru, Kolonii, Augsburga i Padwy. Poza tym, skarb zawierał ozdoby, pięknie wykonane techniką filigranu i granulacji: kolczyki, zausznice i wisiorki. 

Wyjątkowym i cennym zabytkiem okazała się kaptorga - pudełeczko na relikwie, amulety i pachnidła, zawieszane na szyi jak medalion, stanowiąca zapewne import bizantyjski. Do odkrycia skarbu doszło 6 grudnia 1972. Wówczas to w sposób nieoczekiwany odkryto w piasku, który przywożono z piaskowni - wybierzyska w Kotowicach do odległych o około 19 km Komorowic w gminie Żórawina. Naczynie gliniane, wypełnione srebrnymi przedmiotamizauważyli dopiero robotnicy Doświadczalnych Zakładów Zootechnicznych w Siechnicach, podczas wrzucania piasku do betoniarki. O swym zaskakującym odkryciu powiadomili Muzeum Narodowe we Wrocławiu. Jak się okazało, na miejscu zabezpieczono jedynie niewielką część skarbu. Pozostała, rozproszona część, zdążyła się już znaleźć w rękach prywatnych kolekcjonerów z Wrocławia, Krakowa i Warszawy. Unikatowymi zabytkami po prostu handlowano. 

W połowie marca 1973 dyrekcja Muzeum Narodowego w Krakowie powiadomiła konserwatora zabytków archeologicznych na województwo wrocławskie o fakcie zabezpieczenia monet i srebrnych ozdób, pochodzących z kotowickiego skarbu. 

Duża część cennych numizmatów była wmurowana wraz z zaprawą w północną ścianę obory w Komorowicach. W początkach 1973 roku, w ciągu 4 dni skontaktowano się z ponad 60 osobami zamieszkałymi w województwach wrocławskim i krakowskim, zdążono odzyskać od nich około 300 monet i ozdób, a pod koniec roku wykuto około 900 (!) monet z zaprawy cementowej. W ten sposób uratowano prawie 75% skarbu. 

Duże zasługi w uratowaniu miał ówczesny konserwator zabytków archeologicznych Tadeusz Kaletyn. W akcji poszukiwawczej pomocy udzielili mu pracownicy Doświadczalnych Zakładów Zootechnicznych w Siechnicach, a w szczególności: Jan Zachemski, Henryk Piech, Ferdynand Pasierb, Władysław Lis i Zenon Kozłowski. Wszyscy, którzy udzielili pomocy ekipie konserwatorskiej, otrzymali z Wydziału Kultury we Wrocławiu pisemne podziękowania, a niektórzy nagrody pieniężne. (no cóż hehehhe ) 

Dzięki energicznej i wszechstronnej akcji poszukiwawczej, monety przekazali Stanisław Gładczuk i Adam Szafraniec - znani dolnośląscy kolekcjonerzy numizmatów. Ocalony wczesnośredniowieczny skarb, a mianowicie monety, ozdoby i fragment muru z monetami prezentowano później w Muzeum Archeologicznym we Wrocławiu. Podkreślić należy, że skarb srebrny z Kotowic jest wyjątkowo cennym i pierwszym tego typu odkryciem, dokonanym po 1945 r. na Śląsku. 

Na inne, skromniejsze zbiory monet, natrafiono na naszym terenie w Bystrzycy i w Sobocisku. Skarb z Bystrzycy został ukryty w ziemi około 1005 r. i zawierał - podobnie jak ukryty około 1037 r. w Sobocisku - głównie monety bite w mennicach Czech i Niemiec. 

Trzeba było około 1000 lat, aby skarb ponownie ujrzał światło dzienne. Kotowice wzięły swą nazwę najprawdopodobniej od nazwy osobowej Kot. Przed 1245 rokiem, leżące po lewej stronie Odry Kotowice, zostały sprzedane przez synów niejakiego Henryka z Oleśnicy (prawdopodobnie brata biskupa Wawrzyńca, 1207 - 1232) biskupstwu wrocławskiemu. O potwierdzenie swych praw m.in. do tej wsi, starał się sprawujący regencję w Księstwie Wrocławskim w imieniu nieletniego Henryka IV, pan na Jelczu, książę i arcybiskup Salzburga Włodzisław (zm. w 1269 r.). Niemniej, ówczesny biskup Tomasz I (1232 - 1268) nakłonił papieża Innocentego IV, aby zatwierdził wcześniejszy zakup wraz z innymi jako posiadłości wrocławskiej kurii biskupiej. Bullą z 9 sierpnia 1245 r., wydaną w Lyonie, papież uczynił zadość prośbie biskupa wrocławskiego. W dokumencie tym wieś wymieniona została jako Cotovici. W 1252 r. występuje w źródłach jako Cothovici, w 1305 - Cothowiczci Villa Episcopalis, a w 1336 r. - Quothowicz. W dokumencie wystawionym 24 września 1352 r. w Otmuchowie, biskup Przecław z Pogorzeli (1342 - 1376) obłożył interdyktem ród Borszniców z Jelcza, za naruszanie praw sąsiedzkich dóbr biskupich (Ratowic, Kotowic i Miłoszyc), a w szczególności za uprowadzanie poddanych biskupa i „dopuszczanie się innych nieprawości”. W związku z tym, że interdykt nie skutkował, biskup zmuszony był ekskomunikować Borszniców. W stosownym liście, wysłanym do komtura joannitów w Oleśnicy Małej oraz kapłanów i wszystkich proboszczów w okolicy, nakazywał wykluczyć panów i kmieci z Jelcza od „jedzenia i picia, pozdrowienia i rozmów, zakupów i sprzedaży, gościny i chrześcijańskiego pochówku”. 
W 1353 r. miejscowość występuje pod nazwą Kothewicz. Forma ta ulegała z biegiem czasu przeobrażeniom. I tak w 1382 r. pojawia się nazwa Kathewicz, w 1441 r. - Kottewicz, zaś w latach 1630, 1736 i 1845 - Kottwitz. Warto również wspomnieć o tym, że w 1785 r. w okolicach Wrocławia rozpoczęły się na szeroką skalę prace nad obwałowaniem i regulacją Odry. Wówczas to znacznie ożywił się ruch na tej rzece, a komornicy z Kotowic, Czernicy, Ratowic czy Jelcza otrzymali dodatkowe źródło dochodu z flisactwa. 

W okresie kolonizacji fryderycjańskiej (lata panowania Fryderyka II Wielkiego, 1740 - 1786) trwała akcja germanizacyjna i kolonizacyjna Śląska. Wówczas to do Kotowic i Gajkowa, leżącego na drugim brzegu Odry, sprowadzono kilka rodzin kolonistów wyznania katolickiego. Co ciekawe, nie byli to wcale osadnicy - przybysze z głębi Niemiec, jak w przypadku innych wsi, lecz ludność miejscowa z sąsiednich, wcześniej zniemczonych wsi śląskich. 
Kotowice - kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa 

Ankieta, rozesłana w 1814 r. przez kurię diecezji wrocławskiej, wykazała jeszcze polskojęzyczność wszystkich katolików ze wsi położonych między Wrocławiem a Oławą, w tym rodzin niemieckich, osadzonych w czasie kolonizacji fryderycjańskiej w drugiej połowie XVIII w. w Kotowicach i Gajkowie, które nauczyły się języka polskiego. Jednak z upływem czasu było coraz gorzej. Na skutek różnego rodzaju represji, szykan i sankcji ze strony władz pruskich, zrywano z rodowodem i polską tradycją historyczną. 

Nie dziwi zatem fakt, że w okresie hitleryzmu (1937) zmieniono nazwę wsi na Jungfernesee, aby zatrzeć jej pierwotnie polski, patronimiczny rodowód. W 1909 r. uruchomiono linię kolejową z Brochowa do Laskowic, przez Zakrzów i Kotowice. 

Do 1945 Kotowice były dynamicznie rozwijającą się wsią turystyczną. Tak przynajmniej twierdzi 75-letnia autochtonka - Zelma Opydo. Pani Zelma pamięta, że miejscowość, w której dziś mieszka, liczyła przed wojną około 3 tys. mieszkańców. We wsi były cztery restauracje, w tym jedna w Utracie (przed wojną Stare Kotowice), kilka sklepów spożywczo-przemysłowych, cukiernia, piekarnia, trzy rzeźnie (masarnie), poczta, pasmanteria, nadleśnictwo i szkoła. Działało dwóch szewców i stolarz. Wielu mieszkańców miało barki i utrzymywało się z żeglugi na Odrze. 

Za wałem przeciwpowodziowym (ul. Odrzańska), w kierunku Utraty, znajdowały się domy. W wyniku działań wojennych, zostały one zniszczone wraz z dawną szkołą. Można sobie wyobrazić, jak duża była wieś, skoro brakuje 54 domów. 

Podczas II wojny światowej od cmentarza w Kotowicach do Groblic wykopano rów przeciwpancerny. Około 500 metrów od ulicy Cmentarnej, w polach znajdowały się działa przeciwlotnicze. Z kolei, trzy działa przeciwlotnicze znajdowały się na łące, na linii stacja kolejowa - rzeka Odra. Była to linia obrony Wrocławia. W czasie ofensywy w 1945 r. Rosjanie przekraczali Odrę na wysokości Utraty. Ponoć później wydobyto z koryta rzeki 11 czołgów, pod których ciężarem załamał się lód. Podczas tej operacji zginęło wielu żołnierzy z obu stron. 
lesie nad Odrą pochowano kilkunastu żołnierzy niemieckich. Cmentarz, na którym stały drewniane krzyża, został zniwelowany przez wody Odry podczas powodzi. W pochówku ciał żołnierzy niemieckich brała udział pani Zelma, która przekazała dokumenty poległych Czerwonemu Krzyżowi. Po drugiej stronie Odry, w nieodległych Nadolicach, znajduje się niedawno utworzony cmentarz żołnierzy niemieckich. Może właśnie tam powinny trafić szczątki poległych z Kotowic? 
Dzwon starszy niż kościół 

Z nowszej historii warto odnotować katastrofalną powódź z 11 na 12 lipca 1997 r., kiedy to na skutek wielkiej wody wieś ucierpiała bardzo dotkliwie. Mimo, że od tamtych tragicznych dni minęło już sporo czasu, to jednak szkody widoczne są do dziś. Jednym z obiektów, który poważnie wtedy ucierpiał, był położony w centrum wsi kościół parafialny pod wezwaniem Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wzniesiony z cegły w 1924 r. dla ewangelików. Restaurowany następnie w latach 1975 - 1976. Na dachu pokrytym blachą znajduje się niewielka wieżyczka, zwieńczona krzyżem. Wejście do świątyni prowadzi od zachodu przez kwadratową wieżę z trzema kondygnacjami. Górną część wykonano z cegły „klinkierówki”. Sam szczyt czterospadowej iglicy wieńczy metalowa kula z krzyżem. Wcześniej, przed II wojną światową, wieża kościoła miała konstrukcję drewnianą, tzw. „pruski mur”. Była wyższa o 3 metry od obecnej i miała zegar z czterema tarczami. W wieży ulokowano na stalowym ramieniu spiżowy dzwon z 1911 roku. Zabytek ten, odlany we Wrocławiu, jest starszy o 13 lat od budowli, w której się znajduje. Wewnątrz świątyni, w pięciobocznym prezbiterium, na uwagę zasługuje współczesny ołtarz główny z obrazem Najświętszego Serca Pana Jezusa, umiejscowionym między dwoma parami kolumn marmuryzowanych, spiralnych, z głowicami kompozytowymi. Po bokach, w ścianach prezbiterium, znajdują się okna zawierające współczesne witraże. W jednonawowym wnętrzu z drewnianym sklepieniem kolebkowym, wzrok przyciągają dwa ołtarze boczne z obrazami św. Józefa i Matki Boskiej, ambona, figury św. Jadwigi i św. Franciszka, mosiężny żyrandol z XIX wieku oraz nad łukiem tęczowym - krzyż z figurą Ukrzyżowanego. Chór muzyczny, drewniany, wsparty na dwóch drewnianych słupach mieści organy, zawierające napis: Berschdorf Nesse. W sąsiedztwie kościoła, po prawej stronie stoi misyjny krzyż drewniany z tabliczką: misje święte 1993 i 2000. 
Starorzecze przy drodze Kotowice - Utrata 

Przy ul. Ogrodowej, naprzeciw domu nr 1, natrafiamy na krzyż przydrożny sprzed 1945 r. Drewniany, z zaokrąglonymi ramionami, zawiera postać Ukrzyżowanego z malowanej blachy, a powyżej tabliczkę z napisem: INRi. Inne świadectwa wiary mieszkańców wsi odnajdziemy przy ulicy Odrzańskiej, gdzie w cieniu lipy, za niewielkim metalowym ogrodzeniem, stoi drewniany krzyż przydrożny z 1983 roku, z napisem na ramionach: „W krzyżu zbawienie”, oraz przy ul. Spacerowej, u wylotu ulicy Kolejowej - krzyż przydrożny, ustawiony po 1945 r., o ozdobnie zakończonych ramionach. W bliskim otoczeniu ostatniego z wymienionych krzyży można obejrzeć obelisk poświęcony poległym w czasie I wojny światowej (1914 - 1918). Na dwustopniowym cokole wznosi się prostokątny postument, na którym spoczywa leżący lew z piaskowca. W postument wmurowana była pamiątkowa tablica z marmuru z nazwiskami ofiar. Dzisiaj nie ma po niej śladu. 

Stąd już całkiem blisko, około 1 kilometra do stacji i linii kolejowej relacji Wrocław - Brochów - Siechnice - Zakrzów Kotowice - Czernica - Jelcz-Laskowice, uruchomionej w 1909, oraz do łowiska komercyjnego o nazwie „Rybaczówka”, położonego po prawej stronie torów, na wschód od stacji nad starorzeczem, zwanym Jeziorem Dziewiczym, lub przez miejscowych - Jeziorem Junkers. Ta druga z nazw została nadana przez goszczących tutaj wędkarzy, twierdzących, że w ostatnich miesiącach II wojny światowej wpadł do jeziora samolot niemiecki, prawdopodobnie typu junkers, i spoczywa do dnia dzisiejszego. Jak na razie, nie ma żadnych dowodów, które potwierdziłyby zaleganie samolotu na dnie starorzecza. Nad tym akwenem wędkarskim i rekreacyjnym o długości około 800 m i szerokości 60 m, wnikliwi obserwatorzy mogą spotkać gnieżdżące się tam różne gatunki kaczek, perkozy i łyski, a przy odrobinie szczęścia, w pobliskich szuwarach i krzewach przybrzeżnych - wiele gatunków ptaków śpiewających, choćby trzciniaka. 
Jest też wędzarnia ryb i grill, na którym można przyrządzić własnoręcznie złowioną rybę. Można też za niewielką opłatą zabrać ryby do domu. Odnotować należy również fakt, że na południowym brzegu akwenu występuje jedyne na terenie gminy stanowisko lilii złotogłów. W okolicznych gęstych lasach są stanowiska kaliny koralowej, kruszyny pospolitej i barwinka pospolitego oraz konwalii majowej. Lasy te zachęcają do spacerów. Równie ciekawe walory krajoznawczo-przyrodnicze ma leżące po drugiej stronie torów kolejowych Jezioro Panieńskie - starorzecze o długości około 1800 metrów i szerokości dochodzącej do 50 m. Trudniej dostępne niż brzegi Jeziora Dziewiczego, porastają je zarośla wierzbowe, a w samej wodzie przy brzegach występują trzcinowiska oraz stanowiska grążela żółtego. Gnieździ się tutaj i poluje wydra, która przecież wymaga czystej i bogatej w pokarm wody. W zakolu starorzecza, po północnej stronie torów kolejowych, zachowały się liczne stanowiska kaliny koralowej, barwinka i kruszyny pospolitej, jak również śnieżyczki przebiśnieg i konwalii majowej. W lasach okalających to urokliwe miejsce występuje rzadka popielica, a przy skarpie kolejowej - jedyne stanowisko naparstnicy zwyczajnej. 
Otoczone lasami jezioro panieńskie już od dawna budziło żywe zainteresowanie, o czym świadczy poniższe podanie, będące przedrukiem, zaczerpniętym z książki „Podania i legendy dawnego Wrocławia” w opracowaniu Krzysztofa Kwaśniewskiego. 

Podanie o Jeziorze Panieńskim

Pomnik poległych w czasie I wojny światowej 

W głębokim lesie, w Kotowicach, żył niegdyś pewien stary człowiek. Wiek i ciężka praca pochyliły przedwcześnie jego plecy, a życie na pustkowiu i wczesna utrata żony uczyniły go ponurym, zamkniętym w sobie i surowym. Jedyną radością jego życia były trzy piękne córki, które wychowywał bardzo surowo i strzegł jak oka w głowie. Gdy jednak córki dorosły, do głosu doszedł odwieczny konflikt między niedoświadczoną, żądną życie młodością, a zgorzknialą w doświadczeniu i borykaniu się z losem starością. Dziewczęta zapragnęły rozrywek i zabaw z rówieśnikami, hołdów i podarunków od chłopców z okolicznych wiosek. Coraz częściej też wymykały się ze swego odludnego domku i szły do wsi, gdzie nęciło je wesołe towarzystwo. Coraz ostrzejsze były zakazy ojca, coraz silniej dawał się im odczuć jego gniew, a mimo to zawsze łamały wielokrotne przyrzeczenia i znów wymykały się do wsi. Pewnego razu, gdy dziewczęta zabawiły wyjątkowo długo na spotkaniu ze swoimi wybranymi i wróciły do domu późną nocą, gniew starego doszedł do granic szaleństwa. Wśród ostrej sprzeczki, pochwycił nóż i rzucił się na córki. Próżno jedna zasłaniała drugą; po chwili wszystkie trzy leżały na ziemi śmiertelnie ranione. A gdy krew ich polała się strumieniem po ziemi, nagle huknął grom, ziemia rozwarła się pod nimi, a przebyte skądś masy wodne falami swymi wypełniły rozpadlinę. Odtąd nikt już nie słyszał o ojcu, ani o jego córkach, a na miejscu, w którym mieszkali, pozostało tylko malownicze jezioro; przechodząc koło tego jeziora wieczorem, lepiej było, jak mawiali starcy, nie zatrzymywać się w tym miejscu, lecz przyspieszyć kroku... Na środku jeziora, na wysepce rosła kępa trzcin. Jeśli znajdzie się śmiałek, który przebędzie zdradliwą topiel, a dotarłszy do kępy, wyrwie wszystkie trzciny wraz z korzeniami, przyniesie tym ulgę pokutującym duszom. 
Starorzecze przy drodze Kotowice - Utrata 

Znany jest też wariant podania, opisujący pochłonięcie dziewcząt przez jezioro, gdyż wolały bawić się i tańczyć, niż na głos dzwonka iść do kaplicy. Ma to zapewne związek z tym, iż w przeszłości ziemia ta wchodziła w skład dóbr klasztoru Na Piasku, a w Kotowicach miała się znajdować kaplica. Tyle legenda. 

Starorzecza zabagnionej doliny Odry z okolic Kotowic - to przede wszystkim efekt pobliskiej rzeki Odry, która tutaj niegdyś meandrowała, wielokrotnie zmieniając koryto. Oprócz wspomnianych wcześniej jezior, mimo regulacji rzeki i częściowego osuszenia, występuje tu wiele innych starorzeczy, które są obecnie jeziorkami i niewielkimi zabagnionymi zagłębieniami terenowymi. Na niektóre z nich, pełne uroku i tajemniczości, możemy natrafić choćby przy drodze, prowadzącej do Utraty - niewielkiego przysiółka, położonego w odległości 2 km na północy zachód od Kotowic i związanego z funkcjonującą tu niegdyś przeprawą promową przez Odrę do Czernicy. 
Okolica ta, oprócz starorzeczy, pokryta jest lasami, będącymi pozostałościami dawnych łęgów i grądów, po których wiła się Odra, i łąkami, będącymi efektem częściowego osuszania terenu. Na jednej z takich łąk, leżącej nieopodal brukowanej drogi, prowadzącej z Kotowic do Utraty, znajduje się niewielkie jeziorko, zwane “Samolotem”. Nazwa ta zrodziła się pod wpływem legendy, według której w ostatnich miesiącach II wojny światowej miał tu wpaść jakiś samolot i spoczywa do dnia dzisiejszego. Mało prawdopodobne, gdyż jeziorko jest stosunkowo krótkie i wąskie. Chyba, że zmuszony do lądowania pilot wybrał łąkę, nie spodziewając się, że kończy się ona małym jeziorkiem. Być może, po wykryciu przez wroga, sam zepchnął maszynę do wody. W tej okolicy występują głównie mieszane lasy liściaste o cechach łęgów i grądów. Część z nich zmieniono w jednogatunkowe bory sosnowe lub mieszane. W lasach po wschodniej stronie kamienistej drogi do Utraty są stanowiska wypełnione przez konwalię majową, śnieżyczkę przebiśnieg, kruszynę pospolitą, kalinę koralową i bluszcz pospolity z kwitnącymi okazami. Podkreślić tutaj warto, że już niedługo na tym teremnie powstanie Park Krajobrazowy Doliny Odry i Oławy. Park, którego robocza nazwa brzmi “Dolina Odry”, rozciągałby się od granic miasta Oławy aż po Wrocław, wzdłuż rzeki Odry i Oławy. Pomysł jego utworzenia zrodził się już kilka lat temu. Celem ma być ochrona obszarów o dużym znaczeniu dla świata roślinnego i zwierzęcego. 
Pomnikowy wiąz polny nad brzegiem Odry w Utracie 

Poza rzadko występującymi lasami łęgowymi i grądowymi z okazami drzew pomnikowych, licznie rezprezentowany jest świat zwierzęcy. Miłośnicy przyrody mogą tu natrafić na wydry, dziki, sarny, 5 gatunków nietoperzy oraz ponad 100 gatunków ptaków. Wiele z nich znajduje się pod ochroną. Ten, bardzo ciekawy obszar jest dostępny dla turystów. Istniejące tu bowiem ścieżki i trakty leśne stwarzają doskonałe wręcz warunki do uprawiania zarówno turystyki pieszej, jak i rowerowej. Dostępność tych atrakcji krajoznawczo-przyrodniczych z pewnością wzrośnie w niedalekiej przyszłości, kiedy rozwiną działalność gospodarstwa agroturystyczne. 

W samej Utracie, przy jednym z gospodarstw, można zauważyć wykonaną własnym sumptem wiatrownię siłową, na drzewie gniazdo bociana białego, a tuż nad brzegiem Odry - fragmenty obmurowania i słupki z ciosanego granitu, stanowiące pozostałości urządzeń promowych. Przed laty przewozem łodzią na drugą stronę Odry trudnili się dwaj przewoźnicy - Leon Białoszewski i Bolesław Hamuda. Ten drugi zmarł w lutym 1997 r. Teraz już nikt nie trudni się tym zajęciem. A szkoda, gdyż mogłaby to być jedna z wielu atrakcji turystycznych tej ziemi. W pobliżu nieistniejącej dziś przeprawy przez rzekę, na wale przeciwpowodziowym podziwiać możemy pokaźny wiąz polny o imponującym obwodzie 340 cm i wysokości 20 m. Z tego miejsca rozpościera się ciekawy widok na leżącą po drugiej stronie rzeki Czernicę i jeden z najdłuższych mostów kolejowych na Odrze. Kierując się na południowy wschód, osiągniemy kanał żeglowny za śluzą “Ratowice”, pochodzącą z lat 1910 - 1911. Śluza z kanałem o długości ok. 120 metrów ma wrota poruszane siłą energii elektrycznej. Sterowane są z przeszklonej nastawni, znajdującej się w połowie śluzy na lądzie stałym, umożliwiając komunikację między dwoma obszarami o różnych poziomach wody. 

Pomiędzy kanałem żeglownym a tzw. “starą Odrą” rozpościera się wyspa z podmokłymi łąkami zajmującymi teren o długości około 1500 metrów i szerokości 350 m. Na wyspie przyciąga uwagę dom wartownika śluzy, wzniesiony w 1905 r. i nowoczesny jaz ratowicki. Niegdyś na tym terenie znajdowały się zabudowania przysiółka, zwanego Oderką. Na końcu tzw. “dróżki promowej” funkcjonowała osobowa przeprawa promowa, która łączyła lewy brzeg Odry z pobliską wsią Ratowice. Podczas wznoszenia ratowickiej śluzy i jej “ostrogi”, przysiółek został zlikwidowany. Część mieszkańców Oderki osiedliła się w Ratowicach, wcześniej prezentowanych przez „GP-WO”. 

Twoja ocena: Nic Ocena: 4.4 (5 votes)